Pytanie postawione w tytule brzmi: „co jest najtrudniejsze w pracy korektora?”, ale właściwie powinno brzmieć: „co jest jej sensem?”. Bo to, co jest sensem, jest jednocześnie najtrudniejsze. No kto by pomyślał…
Kiedy siedem lat temu miałam praktyki w Wydawnictwie Dolnośląskim, poznawałam różne strony funkcjonowania wydawnictwa. Robiłam korekty, pisałam blurby, słuchałam, w jaki sposób pozyskuje się zagraniczne tytuły, szukałam na rynku wydawniczym książek Agaty Christie (Wydawnictwo Dolnośląskie ma na nią wyłączność i miałam sprawdzać, czy ktoś im jej nie „ukradł”), a nawet brałam udział w wyborze lektora do czytania kryminałów Jo Nesbo w formie audiobooka (nie słuchałam wtedy audiobooków i nie miałam bladego pojęcia, na co zwracać uwagę).
Największe wrażenie jednak wywarła na mnie szafa z propozycjami wydawniczymi. Jednym z moich zadań było ich czytanie i ocenianie.
Musicie wiedzieć, że Wydawnictwo Dolnośląskie wówczas publikowało wyłącznie autorów zagranicznych, i to takich, którzy już odnieśli sukces, a więc potencjalnie byli również „dochodowi” w Polsce. Tymczasem na wrocławskie Podwale przychodziło mnóstwo propozycji wydawniczych, wiele z nich kompletnie niepasujących do profilu wydawnictwa. Redaktorzy umieszczali je w wielkiej szafie, która w czasie moich praktyk prawie że pękała w szwach.
Otwarcie szafy bardzo dobitnie uświadomiło mi, że ludzi piszących jest więcej niż czytających. Mimo że również miałam wówczas ambicje pisarskie (jak większość ludzi na polonistyce), to szybko zrozumiałam, że z tego biznesu nie będzie.
Jako baczny obserwator rynku wydawniczego podejrzewałam, że ta tendencja będzie raczej się wzmacniać, niż słabnąć, i oto jest! W tej chwili książkę może wydać każdy. Już nie tylko celebryci, youtuberzy czy fachowcy w swojej dziedzinie. Każdy, kto ma coś do powiedzenia, wydaje książkę. I o ile ludzie wiedzą, CO powiedzieć, o tyle nie zawsze wiedzą JAK.
I wtedy wchodzę ja – cała na biało.
Autorzy, którzy się do mnie zgłaszają z pomysłami na książkę, mają naprawdę nieopisaną wiedzę i niesamowite historie do opowiedzenia. Na widok merytorycznej lub fabularnej zawartości tekstu nieraz „opada mi kopara”. No ale po coś do mnie przychodzą – bo wiedzą, że coś szwankuje, i tym czyś jest język. A najczęściej język zbyt potoczny.
Kiedy uczyłam się zawodu, a do korekty dawano nam teksty z mediów lub sztucznie naszpikowane błędami teksty literackie, nie spodziewałam się, że jedną z najtrudniejszych rzeczy, z którą przyjdzie mi się mierzyć, będzie trzymanie w ryzach stylu autorskiego tak, żeby nie wpaść w pułapkę kolokwializmów albo języka mówionego.
Bo prawda jest taka – drodzy autorzy – że czasami jak was poniesie, to nie odróżniacie stylu od grypsery.
Teraz mi powiecie, że wy chcecie być na luzie, nie chcecie, żeby się czytelnik przebijał przez metafory literackie, że ma być prosto. OK, ale prosto nie znaczy prostacko.
Są wyrazy, których absolutnie odradzam używać w publikacjach, z którymi chcecie wyjść do ludzi. Myślicie, że mam na myśli wulgaryzmy? Nie, wcale nie. Wulgaryzmy można bardzo dobrze ograć i one mogą mieć sens. Powiedziałabym o nich raczej „szmatyzmy”. Słowa szmaty. Niechluje. Niezamierzone powtórzenia świadczące o ubóstwie językowym (używajcie synonimów!), brak „ogonków” na końcu czasowników w pierwszej osobie itp.
Jeśli niemowlę narzyga wam na dresy, to przebieracie je, zanim wyjdziecie na spacer, prawda? Bo wychodzicie do ludzi. Tak samo jest z tekstem. Dajcie czytelnikowi ładny, estetyczny, jasny, przejrzysty tekst. Może zawierać potocyzmy. Macie rację, że one wyznaczają wasz styl. I ja go nie naruszam! Wasz styl jest super! Ale musicie uważać, aby w niechlujnych słowach nie zaginął sens waszej wypowiedzi. Żeby one nie zwracały uwagi. Nie pozwólcie wymknąć się spod kontroli słowom szmatom.
Wracając do metafory tekstylnej, można powiedzieć, że korekta jest jak pralka. Oczyści materiał z brudu, ale nie zmieni koloru ani kroju. Zauważ, że jeśli kolor blaknie, a kształt ubrań się rozchodzi, to przyczyną tego jest słaba jakość materiału. Oczywiście można wlać Perwollu i wzmocnić kolor, ale nie będzie można w nieskończoność poprawiać słabego wykonania. Zadbajcie o dobrą jakość tekstu – dajcie czytelnikowi merytoryczną wartość i wciągającą fabułę, a czyszczenie na błysk zostawcie dobremu redaktorowi.
Przeczytaj też wpis, w którym wyjaśniam, jakie są różnice między redakcją i korektą tekstu.
