Na czym polega praca korektora i po co komu ten zawod trendy rynku wydawniczego 3 3

Co łączy programistę, doktora nauk politycznych, autorkę powieści science fiction i dietetyczkę? To, że wszyscy oni chcą dbać o wysoką jakość swoich tekstów i dlatego współpracują ze mną. W tym tekście wyjaśniam, na czym polega praca korektora i dlaczego jest ważna.

„W jaki sposób i w jakich obszarach książki wpływają na Twoje życie?” – To pytanie padło w badaniu czytelników, które kilka miesięcy temu przeprowadził portal LubimyCzytać.pl i Polska Izba Książki. Komentowałam tutaj wyniki tego sondażu, podając te, które szczególnie mnie zaskoczyły. I właśnie jedna z odpowiedzi na wyżej postawione pytanie mile mnie zaskoczyła.

Najczęstszym (94%) powodem czytania książek u ankietowanych było oczywiście oderwanie się od codzienności, ucieczka od zgiełku, relaks. To raczej zrozumiałe i nie wymaga komentarza. Natomiast w drugiej kolejności duża część ankietowanych odpowiedziała, że książki wpływają na… doskonalenie ich języka, mowy i słownictwa.

Co to oznacza?

Że w książkach szukają wzorcowych form, inspirują się stylem i ufają, że w książce nie ma błędów, ale najlepsza z możliwych polszczyzna. Wniosek? MÓJ ZAWÓD JEST WAŻNY!

Bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że czytelnicy naprawdę dostrzegają tę wartość. A czy ty ją dostrzegasz?

Wydaje się oczywiste, że korektor pracuje przy powstawaniu książki, bo z niej czerpiemy wiedzę o języku. A więc musi ona być na najwyższym, reprezentacyjnym i wzorcowym poziomie językowym. Ale na tym nie kończy się rola korektora. W tytule artykułu zaznaczyłam, że jest to trzecia część cyklu o trendach rynkowych. Dlaczego? Ano dlatego, że zawód korektora ma coraz szersze zastosowanie, które odpowiada na potrzeby zmieniającego się świata (jakie to banalne sformułowanie! Ale tak jest – zaraz zobaczysz).

Kiedyś, jeszcze z 10 lat temu, kiedy studiowałam edytorstwo, redaktorzy, korektorzy i składacze (czyli te osoby, które projektują wnętrze książki) pracowały na etatach w wydawnictwach. Natomiast później przyszedł korona-sami-wiecie-co i nagle okazało się, że 1) można zlecać wiele usług zdalnie, 2) sporo biznesów przeszło do internetu >> pojawiło się więcej treści >> trudniej jest się przebić >> przebijają się tylko komunikaty jasne, proste i szybkie w odbiorze.

Zatem co teraz robi taki korektor jak ja?

1. Odciążam zabieganych twórców

Blogerzy, edukatorzy i wszelkiego rodzaju twórcy internetowi chcą szybko i precyzyjnie dotrzeć do odbiorców. Ich blogi są napchane realną wartością, merytorycznym „mięsem”, ale co z tego, jeśli wisi nad nimi tzw. klątwa wiedzy i internauta nie rozumie połowy tekstu? Albo jeśli jest płodnym autorem, pisze szybko i dużo, aż się za nim kurzy… literówkami?

Z twórcami internetowymi współpracuję w ten sposób: autor wysyła mi tekst w Wordzie lub chmurze Google, ja nanoszę poprawki w trybie śledzenia zmian, aby je widział i mógł zaakceptować jednym kliknięciem. Jeśli się umówiliśmy wcześniej, daję mu też tipy odnośnie do SEO, języka korzyści, stylu angażującego odbiorcę do działania itd.

Jest to specjalna usługa, dzięki której mogą mi zostawić tekst i zapomnieć o nim do czasu publikacji, nie martwiąc się o głupie komentarze wytykające literówki.

2. Dbam o prestiż ekspertów

Często współpracuję również z doktorantami i pracownikami nauki. Zależy im na wysokiej jakości tekstu czy to rozprawy doktorskiej, czy monografii, czy pomniejszych artykułów wysyłanych do czasopism. Te ostatnie potrafią mieć bardzo wyśrubowane standardy edytorskie – wymuszają prowadzenie argumentacji według konkretnej struktury, każde z nich stosuje inny styl bibliografii i przypisów, nie mówiąc już o formatowaniu nagłówków i marginesów. Komu chce się zwracać uwagę na te szczegóły? Są jeszcze wytyczne uczelni, uwagi recenzentów, promotorów…

Część tych obowiązków związanych z opublikowaniem pracy naukowej na łamach periodyku lub jako książki biorę na siebie. Wspólnie pracujemy nad odpowiednio wysokim stylem, strukturą wywodu, no i tym nieszczęsnym aparatem naukowym, z którym bywa najwięcej problemów, ponieważ tworzenie przypisów i bibliografii – mimo że kosmicznie ważne – jest też upiornie żmudne. A więc zabieram z nich to brzemię i ujednolicam przypisy, choćby ich było trzysta pindziesiont albo i tysiąc (nie polecam).

Poprawki oczywiście daję w trybie śledzenia zmian i w komentarzach w pliku, a jeśli dobrze poznamy nawzajem swoje style pracy, taki autor może rozważyć powierzenie mi opieki redakcyjnej nad swoimi tekstami.

3. Pomagam pisarzom dotrzeć do serc czytelników

Każdy pisarz marzy o tym, aby recenzenci i czytelnicy polecali jego książki, mówiąc: „przeczytałam w jedną noc”, „nie mogłem się oderwać”, „ależ tam się działo!”. Sympatia, wzruszenie, strach i ostatecznie przywiązanie czytelnika do bohatera – to efekty przemyślanej fabuły, dobrze skonstruowanych postaci, zwrotów akcji, ale też odpowiedniego języka.

Kunsztowny jak u Mickiewicza, dynamiczny jak u Mroza czy może dobitny jak u Żulczyka? Każdy autor ma swój styl i odbiorców, którzy ten styl lubią. Dlatego w korekcie (albo redakcji) powieści, reportaży i książek popularnonaukowych absolutnie nie ingeruję w tę strefę. Poprawiam to, co konieczne, aby – wracając do badania – czytelnik mógł podczas lektury „doskonalić własny język, mowę i słownictwo”. Doradzam w kwestiach merytorycznych i stylistycznych tylko w formie komentarzy/sugestii do rozważenia. To moje pomysły – zwykle uzasadnione i dobre – ale decyzja należy ostatecznie do autora.

4. Chronię tłumaczy przed fałszywymi przyjaciółmi

Na szczęście nie ingeruję w prywatne relacje międzyludzkie tłumaczy, ale za to w niektóre ich wybory językowe – tak. Fałszywi przyjaciele, czyli false friends, to wyrazy, które w obcym języku brzmią podobnie do niektórych polskich słów, ale tak naprawdę mają inne znaczenie. Nie lubimy też kalk językowych, czyli dosłownego tłumaczenia jakiegoś związku wyrazowego.

Zadaniem tłumacza jest perfekcyjnie znać język obcy i przekazać znaczenie i wartość utworu. Moim zadaniem jest perfekcyjnie znać polski i umożliwić polskiemu czytelnikowi swobodne ślizganie się po tekście, bez grymasów w stylu: „He? Co to znaczy?”. Tutaj spotykają się naszego drogi. We współpracy z tłumaczem musimy zadbać o to, aby przesłanie tekstu zostało przekazane skutecznie i poprawnie językowo.

Podsumowanie

Nie sądziłam, że można napisać taki długi artykuł o tak – zdawałoby się – nieistotnej pracy. Bo czy korekta tekstu jest sprawą konieczną? Oczywiście, że nie. Nie jest konieczna, ale podnosi jakość. Tak samo jak audi A6. Nie jest konieczne, można jeździć skodą (polecam!), ale jazda audi A6 to jednak inna jakość.

To była trzecia część cyklu wpisów dotyczących trendów rynku wydawniczego. Zobacz moje artykuły o małych księgarniach i przyszłości książek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *